Rafał Dobrucki: „Moja praca to pewnego rodzaju poligon”

Rafał Dobrucki, postać doskonale znana w polskim czarnym sporcie. Dla aktualnego młodego pokolenia świetny trener, spod którego skrzydeł wyłonił się m.in. Maksym Drabik. To właśnie dzięki niemu szkolenie we wrocławskiej szkółce żużlowej jest na tak świetnym poziomie. W rozmowie o młodej, polskiej krwi – trener Reprezentacji Polski Juniorów.

R: 30 czerwca w Gnieźnie odbędzie się półfinał Drużynowych Mistrzostw Europy Juniorów. Patrząc na klasyfikację medalową, gdzie Polska w ciągu 10 lat zdobyła 8 złotych medali, to praktycznie nie mamy się o co martwić. Czy te zawody są dla nas łatwym punktem w terminarzu na sezon 2018?

RD: To nie jest tak, że to jest łatwy punkt. Zawsze są emocje, a wśród opinii tego, że zawsze przywozimy złoto – nie wejść do finału będzie wstyd. Dobrze wiemy, jaką mamy wartość, co sobą reprezentujemy i nawet jeśli nie pojedziemy liderami, to uważam, że każdy z nich pokaże dobry poziom. Mamy świetnych zawodników.

R: Dominujemy w żużlu jako drużyna. Czy to nie frustrujące dla trenera i zawodników, że ciągle jesteśmy postrzegani jako numer jeden, przez co oczekuje się od nas zawsze złota? Nie wpływa to na podejście zawodników do przygotowań?

RD: Szczerze mówiąc nas to nie frustruje. Mamy jedną z najmłodszych kadr na świecie, zwykle jedziemy zawodnikami w wieku do dziewiętnastu lat, pomimo tego, że muszą mierzyć się ze starszymi. Oczywiście, to nie jest tak, że nie wzmacniamy się kimś powyżej tego wieku, ale to i tak są bardzo młodzi ludzie. Zdajemy sobie sprawę z oczekiwań. Cóż, w oczach kibiców, wszystko poniżej złota będzie porażką.

R: Kubera, Smektała, Drabik – to nazwiska, można powiedzieć firmowe. Czy w takich zawodach trener postawi na mocne punkty drużyny, czy pozwoli wykazać się mniej doświadczonym zawodnikom?

RD: Nie chciałbym niczego zdradzać, szczególnie, że przed nami Indywidualne Mistrzostwa Świata Juniorów. Dopiero później będziemy mogli powiedzieć coś pewnego o kadrze na DMEJ w Gnieźnie. Jedyne, co mogę zdradzić to fakt, że czas na nowych zawodników i cały czas rekrutujemy młode twarze.

R: W zeszłym roku szansę dostał Jakub Miśkowiak. Jak trener ocenia jego rozwój? Czy w tym roku mamy szansę na nowe objawienie w kadrze juniorów?

RD: Od wielu lat odchodzą do zawodów seniorskich filary Reprezentacji Polski Juniorów, ciągle jest ryzyko, że tym razem coś może pójść nie tak. Ale po tym, co obserwuję, to wciąż pokazują się nowi zawodnicy, którzy są nie tylko utalentowani, ale ciężko pracują i myślą na torze. W mojej opinii nie ma powodów do niepokoju. A Kuba świetnie sobie poradził w zeszłym roku, spełnił swoją rolę i jestem z niego bardzo zadowolony. Ja nie stresuję się tym wszystkim, bo widzę, że mamy duże zaplecze możliwości, zostaje nam tylko ciężko pracować.

R: Życie trenera to ciągłe podejmowanie decyzji. Czy łatwo jest dowodzić grupą tak młodych, głodnych jazdy, ludzi? Czy jest w nich pokora, aby zostać w boksie dla dobra drużyny, gdy inni jadą lepiej, czy jednak w takich zawodach widać ich temperament?

RD: Rotacja jest duża wśród zawodników, to pewnego rodzaju poligon dla mnie, aby sprawdzić ich w różnych warunkach. Widać, że wielu z nich już dźwiga pewną presję, inni się dopiero tego uczą. Kuba Miśkowiak zadebiutował w wieku szesnastu lat w bardzo ciężkich warunkach w Krośnie. Był wtedy potworny deszcz, ale dostał szansę, wykorzystał ją i zaprezentował się dobrze. Wtedy tę presję dźwigali inni, ale on też bardzo dużo dał od siebie. Każdy ma swoją szansę i musi ją wykorzystać.

R: Nasza kadra, juniorów oraz seniorów, ma wiele mocnych punktów. Trudno podejmować decyzje przy tak mocnym składzie?

RD: Pewien komfort, który mamy, to mocny trzon drużyny. Drabik, Kubera, Karczmarz, Kaczmarek – to zawodnicy, którzy mają już doświadczenie na arenie międzynarodowej. Nie chciałbym kogoś pominąć tutaj, musiałbym wymienić wielu, którzy aspirują. Przy takiej drużynie jest łatwiej o decyzje.

R: We Wrocławiu trenuje Pan młodych zawodników. Czy duże jest zainteresowanie żużlem? Przecież to sport drogi, ale przede wszystkim bardzo niebezpieczny.

RD: Jest bardzo duże zainteresowanie dzięki systemowi prowadzenia zawodników we Wrocławiu. Szkółka wrocławska nie jest tradycyjna. Mamy grupę około czternastu dzieciaków, w wieku 8 – 14 lat, którzy na ten moment trenują na pitbike’ach. Jeżdżą po różnych torach, na minicrossowym czy na Nowym Olimpijskim. Jestem zbudowany tym, że z tej grupy są powoli wychwytywani. Póki co możemy mówić o jednym lub dwóch, ale na to potrzeba czasu, a w mojej opinii ich postępy są duże. Widać, że nasza droga jest słuszna, a tych dwóch, wspomnianych wcześniej adeptów, dopracowuje ostatnie szlify przed egzaminem na 250cc.

R: Może pamięta Pan jakiś swój mecz juniorski w Gnieźnie? Co jest najważniejsze na tym torze? Na co trzeba szczególnie zwrócić uwagę – sam start, a może dopiero na dystansie?

RD: To było dość dawno, ciężko mi w tej chwili przypomnieć sobie cokolwiek, ale na pewno tam jeździłem jako junior. Szczególnie, że w Gnieźnie było dużo imprez tego typu. Tor nie należy do najłatwiejszych, ma swoje kruczki, na które musimy zwrócić uwagę. Natomiast nasi zawodnicy dobrze go znają i świetnie się na nim czują, więc nie sądzę, aby tor był dla nas problemem.

 Rozmawiała Justyna Ulatowska