Wspomnienia Romana Jankowskiego sprzed trzydziestu lat

Każdy z finałów czy to indywidualny czy parowy Mistrzostw Polski były bardzo prestiżowymi zawodami. Zawsze jechaliśmy w najsilniejszych składach. W 1987 roku jechaliśmy z Zenkiem Kasprzakiem. Dokładnie nie pamiętam rezerwowego, bo w różnych finałach bywały to inne osoby.

Było parę lat, kiedy najpierw w mistrzostwach świata par wprowadzono jazdę w sześciu, a także tę formułę zastosowano w Polsce. To co wówczas charakteryzowało te zawody to wypełnione trybuny. Finał IMP czy MPPK, a u nas w Lesznie Memoriał Smoczyka zawsze odbywał się przy komplecie publiczności. To był prawdziwy sport. Jechało się dla klubu, dla miasta, walczyło o medale i tytuły mistrzowskie. W głowie się nie mieściło, żeby odmówić startu, a gratyfikacje finansowe były przecież zupełnie inne. Bardzo się ucieszyłem z podjęcia próby odbudowy prestiżu tych zawodów. Dobrze byłoby, gdyby te zawody były obsadzone najsilniejszymi parami z udziałem najlepszych żużlowców. Ważne, żeby finał odbywał się przy pełnych trybunach. Kiedyś przecież były eliminacje do finału MPPK. Teraz są nominacje, a jeśli impreza ta odzyska dawny blask i prestiż, to mam nadzieję, że wszyscy będą chcieli w nich jeździć. Czas pokaże, jak się to rozwinie.

Jak sama nazwa wskazuje, była to rywalizacja par. Chodziło o to, by współpracować z kolegą w parze, by jeden na drugiego zwracał uwagę i pomagał sobie na torze. Nie było tak, że wychodzę ze startu i jadę swoje. Czasami trzeba było poczekać za kolegą, przyblokować rywala, by zrobić miejsce partnerowi z pary. Na tym ta sztuka polega. Wszystkie były wyjątkowe. Żaden tytuł nie przyszedł lekko, choć ten w Ostrowie wywalczyliśmy z dużą przewagą nad rywalami. Tak jak wspomniałem wcześniej, wszyscy jechali w najmocniejszych składach. Mam nadzieję, że tegoroczny finał MPPK przejdzie do historii.